Home MOJE WYPIĘTRZONE MARZENIAARARAT Arka Noego coraz bliżej, obóz II #GóraArarat 3

Arka Noego coraz bliżej, obóz II #GóraArarat 3

dodał damian
0 komentarz

Powtarzam rytuał dnia poprzedniego, niespiesznie przeciągam się w namiocie, nigdzie się nie spieszę – do śniadania jeszcze trochę czasu. Początek dnia to dobry moment na lekturę książki. Przychodzi jednak czas by jednak opuścić ciepły śpiwór, trzeba się trochę poruszać przed jedzeniem i wyruszeniem do obozu II. Tak naprawdę dzisiaj dość intensywny dzień, należy dojść wspomnianego obozu, szybko się wyspać bo około 2 nad ranem będziemy ruszać na szczyt.

Nie mniej póki co jestem jeszcze w obozie pierwszym, rozchadzam resztki snu. Pojawiają się konie, które będą nieść nasz dobytek do wyższego obozu. Konie w górach, a zwłaszcza tutaj na Araracie to bardzo wdzięczny temat zdjęć.

Przy śniadaniu wyczuwa się podniecenie, chyba każdy chce ruszyć w górę – a może to tylko moja projekcja? 😁 Tak czy siak zaopatrzeni w suchy prowiant dziarsko ruszamy w górę. Pogoda jest wyśmienita – słońce i przyjemny wiatr.

Rozterki piechura 

Idzie mi się bardzo dobrze, pilnuje nawodnienia sięgając co maksymalnie kwadrans po rurkę camelbacka. Niestety mój plecak Salewy, który bardzo lubię przede wszystkim ze względu na wewnętrzne „komory” i dość opływowy kształt ma jedną gigantyczną wadę – nie ma miejsca dedykowanego miejsca na worek z wodą i tym samym nie ma „dziury” na wężyk. Oczywiście da się to obejść nie zasuwając w pełni zamka. Plecak nie posiada tradycyjnej klapy ale to mi w żaden sposób nie przeszkadza, zamki są laminowane. Poza tym nauczony doświadczaniem: wiem, że podczas dłuższego deszczu/ulewy wszelkie super impregnowane materiały w końcu przegrywają z wodą i najlepszą formą zabezpieczenia zawartości plecaka jest po prostu pokrowiec + dodatkowe pokrowce wewnątrz na najważniejszych rzeczy.

Flora Araratu nie jest nazbyt bogata – przynajmniej dla takiego laika jak ja. Roślinność ogranicza się do niskich traw i kolorowych kwiatków – w tym bardzo dużo przedstawicieli różnokolorowych przedstawicieli naradki Androsace villosa. Ta i tak dość ograniczona roślinność szybko ustępuje miejsca już zupełnie nagim skałom i rumoszowi, między którymi wije się nasza droga do obozu II.

Do obozu droga kręta jest…

Z racji dość żywego tempa jakie sobie narzuciłem, szybko nabieram wysokości. Rano się zastanawiałem czy spodenki to będzie dobry wybór, po drodze okazało się że spodenki to było optymalne rozwiązanie. Mimo zbliżania się do granicy 4 tysięcy metrów n.p.m. trudno mówić o chłodzie. Droga do obozu II nie przedstawia żadnych trudności technicznych, nie mniej gdy przyglądam się temu jak konie kroczą objuczone tobołami a czasami na ich grzbiecie bujają się dość długie elementy stelażu namiotów bazowych włos jeży się na głowie, tym bardziej jestem zszokowany gdy momentami członkowie ekip obozowych dosiadają konie aby dać odpocząć swoim nogom. Ze swojej perspektywy wolę iść niż dosiadać koni na tych wąskich, stromych i kruchych ścieżkach.

Im bliżej jestem obozu, czuję że nabieram prędkości, ewentualnie pozostali zwalniają – nie mniej docieram na miejsce obozu jako pierwszy z gościem od koni i naszym kucharzem. 😀 Odległość z obozu I do II wynosi ok. 4 km i prawie 1000 m w pionie, potrzebowałem niecałych 2 godzin aby przejść ten odcinek.

 Obóz II na Górze Ararat

Miejsce obozu powoli zapełnia się kolejnymi końmi i ludźmi z obsługi. Staram się pomóc przy rozładowaniu koni, porozumiewając się z pozostałymi miksem gestów i uśmiechów. Konie wydają się zwłaszcza na początku dość zaniepokojone obozem i potrzeba poświecić im trochę czasu aby się uspokoiły. Przytrzymuję kilkukrotnie konie przy rozładunku, ostatecznie jednak zabieram się za rozkładanie namiotów – jakoś pewniej się czuję ze śledziami i tropikiem. Stawiam namiot dla siebie i jeszcze jeden dla kogoś z naszej ekipy. Gotowe są już pozostałe namioty i mesa. W poczuciu dobrze wykorzystanego czasu zabieram matę na w miarę równy kawałek terenu i rozkładam się na nich jak na plaży ciesząc się widokami i rozrzedzonym powietrzem. Docierają ostatni członkowie naszego teamu.

Najlepiej za kamieniem! Toaleta na Araracie

Obóz II usytuowany jest na ok. 4200 m n.p.m. i w przeciwieństwie do obozu I, dzielą go wszystkie ekipy. Spośród obozowego gwaru, dobiega mnie anglojęzyczna rozmowa dotycząca toalety a dokładnie miejsca defekacji. Na rzeczone pytanie zadane przez jedną z pań pada szybka odpowiedź: najlepiej za kamieniem. Pani jednak jest osobą ceniącą szczegóły i dopytuje za którym kamieniem będzie to najlepiej zrobić. Na to pan z rozbrajająca szczerością i spokojem w głosie odpowiada, że to zależy od jej preferencji, jednocześnie wykonuje gest mówiący” „zobacz jak wiele jest tutaj różnych kamieni – na pewno znajdziesz coś dla siebie. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała.

Ze szczytu schodzą ostatni zdobywcy – jest po 13 w mojej ocenie dość późno – zobaczymy jak mi jutro pójdzie 😅

Leżanka z widokiem na Mały Ararat

Od tego zalegania zaczynam czuć się słabiej – zjadam trochę obiadowych słodyczy i ruszam na krótki spacer powyżej obozu. Zgodnie z założeniem że ruch najlepszym sposobem na aklimatyzację . Niespiesznie dochodzę do wysokości 4400 metrów, znajduje sobie spory kawał magmowej skały. Wyciągam się, zamykam oczy i zniknęło 30 minut. Z mojej miejscówki roztacza się piękny widok na Mały Ararat – niestety teraz nie można wybrać się tam na trekking.

Pstrykam trochę zdjęć, czas schodzić bo zaczyna robić się zimno – ja dalej pomykam w krótkich spodenkach. Droga w dół nie należy do przyjemnych, osypujące się mniejsze i większe kamyki odnajdują skutecznie trasę do moich butów. Zatrzymuję się kilkukrotnie, zdejmuje buty i wytrzepuję nagromadzone żwirowisko.

Zrobiło się naprawdę zimno, po raz pierwszy od wyjścia w góry zamieniam spodenki na długie spodnie. Kolacja jest trochę wcześniej niż zazwyczaj – chcemy położyć się spać trochę wcześniej bo wymarsz zaplanowany jest na wspomnianą 2 nad ranem. Apetyt mi dopisuje, zjadam kilka misek zupy soczewicowej, bilans kaloryczny poprawiam słodyczami mogę iść spać 😋 Układam się w śpiworze, naciągam na oczy opaskę, bo nie jest jeszcze w pełni ciemno, łykam tabletkę i zasypiam śniąc o zaginionej arce.

podobne wpisy

Dodaj komentarz