Gran Sasso d’Italia – Apeniny
Gran Sasso szlaki
Wybierając się na najwyższy szczyt Apeninów, znałem jego wysokość oraz wybitność, przeczytałem kilka relacji w Internecie z wejścia, wiedziałem, że istnieją 3 trasy wspinaczki: „normalna”, direttissima i via ferrata, oraz że zobaczę, gdzie przetrzymywano Benito Mussoliniego. Zaopatrzyłem się nawet w mapę – taka prawdziwą. 😉 Jadę samochodem, więc zabieram wszystko, co może mi się przydać – rezygnuję jedynie z automatów na rzecz raków koszykowych i lżejszych butów. W końcu jest prawie kwiecień, a to są jednak środkowe Włochy…


Corno Grande nocleg
Na bazę wypadową wybieramy „hotel narciarski”: Fiordigigli Hotel 3-gwiazdkowy Bardziej z przymusu, niż dobrowolnie, bo na miejscu okazuje się, że nie dojedziemy bezpośrednio do Campo di Imeratore. Z tego, co przeczytałem przed podróżą, Campo to świetne miejsce startowe na szczyt, śniegu jednak jest jeszcze całkiem sporo – zimą drogi nie odśnieżano, a sezon narciarski trwa w najlepsze. Nie ukrywam, jestem lekko zaskoczony. I tak oto „koszmarek”, który ktoś nazwał hotelem i kazał płacić 45 Euro za pokój wielkości schowka na szczotki, staje się moją bazą wypadową.
Kolej linowa na Campo Imperatore
2 kwietnia, w drugi dzień Świąt Wielkiej Nocy, staję wraz z kilkudziesięcioma (?!?!) innymi towarzyszami przed okienkiem kasy, celem nabycia biletu na kolejkę, która miała mnie wtargać do Campo di Imeratore. Pytanie: dlaczego tyle osób tłoczy się w kolejce już przed dziewiąta rano? Rozglądam się wokół, nie widzę jednak nikogo bez nart czy snowboardu, myślę – super, będzie pusto. Kupuję upragniony bilet. Na szczęści kasa fiskalna wskazuje ile mam zapłacić, bo pani z okienka nie mówić w inny język niż włoski, a ja umieć liczyć do 3 po włosku… Człapię w kierunku stacji, aby zająć dogodne miejsce w wagoniku i już planuję, że ustawię się przy szybie i zrobię parę fotek po drodze do górnej stacji tak samo, jak w wagoniku na Kasprowy. Na początku jestem lekko zdziwiony ściskiem, staram się gdzieś „schować” plecak, aby nikomu nie zrobić krzywdy moim żelastwem. Jednak po upływie kilku minut już wiem, że tłoczno sprzed chwili to był komfort – facet z obsługi dosłownie dopycha ludzi nartą, żeby zamknąć drzwi. To jest jakiś żart! Zaskoczenia chyba nie będzie, jeśli napiszę, że zdjęć nie zrobiłem. Nie wiedziałem nawet, jak zmienić pozycję ciała, nie naruszając przy tym kilkorga innych osób wokół mnie. Przy każdym przęśle następowało charakterystyczne szarpnięcie wagonika. Przy górnej stacji, gdy otworzyły się drzwi wagonika, dosłownie wypadliśmy na zewnątrz. Jestem na Campo Imperatore

Campo imperatore włoski „Mały Tybet”
Campo Imperatore czyli malowniczy płaskowyż u stóp Corno Grande, ze względu na bliskość Rzymu jest tutaj usytuowany bardzo popularny ośrodek narciarskim i do tego jednym z najstarszych alpejskich ośrodków narciarskich we Włoszech. Hotel który możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć był więzieniem dla dyktatora Benito Mussoliniego (kilka miesięcy w 1943 r.)
W ramach innych ciekawostek, okoliczne plenery stanowiły tło dla kilkudziesięciu produkcji filmowych (Amerykanin (2010), Imię Róży (1986), Czerwona Sonia (1985), Zaklęta w sokoła (1985), Krull (1983). Na Campo usytuowane jest również obserwatorium astronomiczneCampo Imperatore Near-Earth Object Survey.

Na Campo śniegu jest naprawdę dużo i sezon narciarski trwa w najlepsze. Czas się ogarnąć, zakładam raki i reguluję długość kijów trekkingowych (okazuje się, że nie jestem dzisiaj jedynym pretendentem do zdobycia Corno Grande). Za cholerę nie mogę wyregulować raka i tak oto startuję ostatni za kilkoma małymi zespołami, które dziarsko ruszyły po zalodzonym stoku w górę.
Corno grande trekking czas zacząć
Gdy przemieszczam się w górę, słońce miło ogrzewa mi plecy. Szybko nabieram wysokości, by przed dojściem do grzbietu, wyprzedzić kilka osób. Idzie się świetnie, śnieg jest mocno zmrożony – nie zapadam się. Na grzbiecie zdejmuję raki, a w tym samym czasie zagaduje mnie miejscowy, niestety po włosku. Nie wiele rozumiem jednak pytam, którą drogę wybrać. Chyba doradza mi di
