Home MOJE WYPIĘTRZONE MARZENIA Gerlach – jak wejść na najwyższy szczyt Tatr. Król Tatr

Gerlach – jak wejść na najwyższy szczyt Tatr. Król Tatr

dodał damian
0 komentarz

Komu wolno iść na Gerlach?

Na Gerlach chciałem wejść od bardzo dawna, od tak dawna że nawet nie pamiętam kiedy ten pomysł zrodził się w mojej głowie

Decyzja dosyć spontaniczna, wiedziałem że przede mną tydzień na Sądecczyźnie, pogoda zapowiadała się fantastycznie, więc szybki wypad w Tatry mile widziany. W gabinecie mam duże szkło akrylowe, na którym zapisuję moje wypiętrzone marzenia i szukając inspiracji wpadł mi w oko Gerlach – składowy Korony MDW Europy i Korony Karpat. Brzmi interesująco – tylko ja wejścia na Gerlach szczerze się obawiałem, bo może za trudny technicznie, bo może nieprzyjemności z strażnikami TANAPu (mandat) lub komercyjnymi przewodnikami, bo coś jeszcze innego.

Nie mniej szybki przegląd Internetów – ściągnąłem kilka opisów drogi wejściowej i zejściowej – bo wybrałem oczywiście najprostsze warianty: wejście przez Wielicką Próbę a zejście przez Batyżowiecką Próbę, które turystycznie bez przewodnika są nielegalne i nie ważne czy jesteś członkiem jakiegoś Klubu Wysokogórskiego czy innej organizacji. Nie dyskutuję z tym – po prostu tak zostało ustalone i O.K. Wybieram drogę na której łamie prawo i to moja świadoma decyzja.

Weekend szybko minął wyjście zaplanowałem na poniedziałek aby zminimalizować szansę na spotkanie ze strażnikami, zakładałem że ruch też będzie mniejszy w końcu wakacje się skończyły i ruch w Tatrach jest mniejszy – najważniejsze to mieć plan – taki dobrze brzmiący, w zasadzie uspokajający 😉 problem tylko taki że moje logiczne założenia zawierały pewne nielogiczne zmienne – ludzi, ale o tym później.

Wejście na Gerlach – jaki szlak wybrać i co ze sobą zabrać

Poniedziałek ok. 3 nad ranem, budzę się i wiem że nie zasnę, planowo budzik miał zadzwonić za ponad pół godziny. Śniadanie – tak chwilę po 3 rano, lub w nocy jak kto woli, zjadłem mój przed tatrzański standard śniadaniowy jajko na twardo w liczbie pięciu + jakieś pieczywko. Herbata w termos + woda w bukłak, reszta kilka godzin wcześniej została już spakowana do plecaka. W plecaku znalazły się wcześniej: uprząż, taśmy, karabinki, kask, lekka kurtka zewnętrzna, czołówka, rękawiczki bez palców, kije trekkingowe)

40 minut później siedzę już w samochodzie kierując się w kierunku Słowacji i dalej do Tatrzańskiej Polianki. Lubię te 1,5 do 2 godzin, które mam w Tatry z Łabowej – dobry czas aby posłuchać muzyki ewentualnie jakiegoś podcastu.

Sunę spokojnie do celu: w głośnikach Taco „Anja”, mgły i jelenie, dużo jeleni – rozpoczęło się rykowisko. Dojeżdżam i mimo że jest 5:40 parking mocno zapełniony i kreci się sporo ludzi – nie wygląda na to aby wybierali się tylko do Śląskiego Domu czy posłuchać rykowiska. Parkuję obok busa jednego z zakopiańskich przewodników, kilku chłopaków niespiesznie zbiera się w sobie aby wyruszyć w górę. Przebieram buty, reguluję kije, naciągam czołówkę na głowę i uzupełniam kalorię bananem i kilkoma kostkami czekolady, zapijam wszystko kilkoma łykami zielonej herbaty. Nie ma na co czekać – ruszam w górę. Wiem już że logiczne założenia o wrześniowych pustkach w poniedziałek to było tylko pobożne życzenie.

Do schroniska mam według przewodnika 2 godziny, utrzymać równe tempo ale nie przedobrzyć z tego podniecenia. W oddali słyszę nawoływania jeleni – nie powiem dziwnie, słońce jeszcze nie wstało, jest szaro a głosy jakby bliżej. Równo, nie biegnąć okolice II zakresu HR, no dobra czasami do III ale tylko incydentalnie. Przy schronisku melduje się po niecałej godzinie od startu, nie najgorzej, jest kilka minut po wschodzie słońca. Po drodze minąłem 3 grupki turystów, przy Śląskim Domu robi się całkiem gwarno – przeciągają się nieśmiało Ci którzy wybrali opcję startu ze schroniska. Nie zatrzymuje się nawet przy budynku – innym razem. Na podejściu do Mokrej Wanty (Večný dážď) przy mijam kolejne grupki – kilka zespołów raczej na pewno idzie tam gdzie ja.

Zgodnie z opisami i tego co pamiętam z ostatniego wypadu (2-3 tygodnie wcześniej) gdzieś za (…) ma być całkiem wyraźna ścieżka odchodząca w lewo. Na wypłaszczeniu opuszczam farbę – jest ścieżka. Czasami gubię ścieżkę ale generalnie kieruję się szybko w górę i lekko w prawo w kierunku Wielickiej Próby. Za plecami mam kilkunastu a może kilkudziesięciu innych dzisiejszych chętnych na wizytę u Króla Tatr. Dość szybko docieram do miejsca gdzie zaczynają się większe trudności techniczne – tutaj też spotykam pierwsza ekipę z przewodnikiem – Słowacy. 

Wielicka Próba – droga na Gerlach

Wymieniamy się uprzejmościami – składam kije, ubieram kask, naciągam uprząż zapinam kilka karabinków z taśmami. Całość zajmuję mi dosłownie 2-3 minuty – jakby od tego zależało czy przewodnik pozwoli mi na rozpoczęcie podejścia Próbą. Podchodzę do ściany i za plecami słyszę łamaną polszczyzną abym nie zrzucał kamieni im na głowy. Odwracam się i cóż mogę powiedzieć poza: „O.K.” i wymuszonym uśmiechem. Szybko przechodzę zabezpieczony fragment (możliwość wpięcia absorbera lub innego sposobu asekuracji).

Skała jest sucha więc moje trailowe La Sportivy super trzymają się skały więc szybko przechodzę najtrudniejszy technicznie odcinek (na jak się okaże całym podejściu). Pierwszy kontakt z przewodnikiem zaliczony – no nie najgorzej, zostawiam go i jego 3 turystów z tył w bezpiecznej i szczęśliwie powiększającej się odległości, tak na wszelki wypadek 😉 Równym tempem w górę, przede mną pojedynczy turysta – czyli taki sam nielegal jak ja. Doganiam go – nie będzie zaskoczenia jak powiem że Polak, chwilę idziemy razem trochę rozmawiając w między czasie wyprzedzamy kolejną słowacką ekipę z przewodnikiem – przewodnik coś usilnie tłumaczył przez telefon wiec tylko machnął ręką a ja byłem ciekaw co zobaczę po drugiej stronie przełęczy do której się zbliżamy.

Do przełęczy (Przełączka nad Kotłem) brak większych trudności nawigacyjnych. Za przełęczą – pięknie, ale jak miało by być inaczej? W końcu idę na audiencję do króla, a król nie mieszka w kurniku – logiczne.

Kolejna ekipa – tym razem Polacy z przewodnikiem. Wąsko nie ma jak wyprzedzić a nie chcę uskuteczniać jakiś nie potrzebnej ekwilibrystyki obok. Idę za nimi – przynajmniej się nie zgubię i okazja aby wyrównać tempo 😉 Kilka razy chłopaki sygnalizowali przewodnikowi że idzie ktoś za nimi (to mnie) i czy może przepuścić. Zaskoczenia nie będzie gdy napiszę że pojawiły się komentarze że nie będzie schodził na bok/zatrzymywał się itp. bo ktoś idzie szybciej – w końcu to on jest przewodnikiem, niby wszystko żartem ale… W końcu jednak chłopaki wymusili zatrzymanie bo potrzebują się zatrzymać – świetna okazja aby podbiec te paręnaście metrów i zostawić ich za sobą. Spoglądam na zegarek – dobry czas. Kolejne osoby przede mną i głębokie wcięci które mnie od nich dzieli. Tutaj gubię drogę, w górę – za trudno, kilkanaście metrów w dół – też nie, idę w górę. Szczęśliwie gość którego widziałem przede mną pokazuje abym zszedł lekko w dół i tam jest przejście – minąłem 2 raz to miejsce i nawet nie spojrzałem czy tamtędy można zejść. Straciłem prawie 15 minut. Stad już „prosta” droga w górę na szczyt. Mijam się z pierwszymi osobami które już schodzą.

Gerlach szczyt – audiencja u Króla Tatr

Kwadrans przed dziewiątą rano stanąłem na Gerlachu najwyższym szczycie Tatr i całych Karpat. Kolejny szczyt do Korony MDW i Korony Karpat. Do krzyża jest kolejka! Na szczycie jest nas kilkanaścioro. Sporo jak na szczyt na który nie wiedzie żadna znakowana trasa, sporo jak na szczyt na który można wejść tylko z przewodnikiem. Jest kilku Polaków, wszyscy na “nielegalu”. Jest też Słowacki przewodnik i jego ekipa, jak dowiaduje się od trzyosobowej grupy z Polski chciał od każdego 50 Euro za możliwość iścia za nim (oczywiście bez jego asekuracji). Jest trochę niemiły, w zasadzie agresywny. Nie angażuje się w utarczki słowne, robię zdjęcia, odstałem swoje do krzyża, przesłodzona herbata i batony to beznadziejne połączenie – co mi strzeliło do głowy aby słodzić herbatę? A tak wiem skąd ten pomysł. Jednodniówki w górach to z jednej strony realizowanie pasji, oraz od jakiegoś czasu zaplanowany trening taki w rozumieniu sportowym ale również technicznym i taktycznym. I tam w ramach treningu eksperymentuje między innymi z tym co daje mi odpowiedni poziom energii i nawodnienia i jednocześnie jest dla mnie smaczne, albo chociaż nie ohydne 😉 Tak w trakcie ostatniego roku wdrożyłem lekko osolona wodę z cytryną i miodem do bukłaka jako mój optymalny izotonik. Dzisiaj w ramach dalszych eksperymentów zamiast miodu użyłem erytrolu – po co? Nie umiem odpowiedzieć – to był jeden z tych ślepych zaułków w procesie eksperymentowania 😉. Zostaje woda z solą i cytryną. Z herbata w termosie podobnie, na co dzień i w góry nie wyobrażam sobie słodkiej herbaty może poza masala tea. Ale dzisiaj z tego całego porannego podniecenia wzbogaciłem herbatę o trochę słodkich kalorii i tym sposobem na dachu Słowacji „lekko” zirytowany zagryzam mega słodkiego batona herbacianym ulepkiem.

Batyżowiecka Próba – droga zejściowa z Gerlacha

Mija już trochę ponad pół godziny odkąd siedzę i gapie się wokół, pan przewodnik sobie już poszedł więc jest spokojniej. Na mnie tez już przyszedł czas – zaczynam schodzić, widzę kolejne grupy które podchodzą na szczyt. Na powrót wybrałem drogę przez Batyżowiecką Próbę, dość szybko tracę wysokość schodząc Batyżowieckim Żlebem, pisząc ten tekst nie przypominam sobie większych trudności. Żleb kończy się najtrudniejszym na całej trasie, kilkudziesięciu metrowym ostro nachylonym odcinkiem z dość wymagającym kominem. Na tym odcinku zwanym Batyżowiecką Próbą od którego nazwa trasy, jest sporo ubezpieczeń. Pokonując wspomniany komin warto się dodatkowo zaasekurować lonżą z absorberem.

Po przejściu Próby zostaje łatwy odcinek do wyraźnego plato zwanego Niżnią Gerlachowską Równią. Zapomniałem wspomnieć że przy Próbie dogoniłem ulubionego słowackiego przewodnika i między Próbą a plato trafiała się kolejna dwójka Polaków na “nielegalu”. Krótka wymiana zdań między panami wyglądała mniej więcej tak: przewodnik: „łamiecie prawo”, Polacy: ”jesteśmy członkami Klubu Wysokogórskiego”, przewodnik: ”to dlaczego się nie wspinacie, tylko idziecie zamkniętą trasą turystyczną?” Polacy: „bo idziemy na Gerlach” Przyznaję że ich ostatnie zdanie wywołało mój mały wybuch śmiechu. Chłopaki starając się czym prędzej odejść stwierdzili że „zepną się liną”, na co przewodnik nie pozostał dłużny i stwierdził że „to nie czyni z nich wspinaczy na turystycznej trasie” i coś o generalnym olewaniu zasad przez Polaków. Czekałem aż mi też się oberwie ale schodziłem więc teoretycznie i praktycznie prawa w tym momencie nie łamałem bo schodzić można dowolną trasą również taką poniżej III.

Na plato ekipa od przewodnika gratulowała sobie wejścia na Gerlach, ja prewencyjnie postanowiłem zatrzymać w innym miejscu. Tym miejscem okazało się dopiero Batyżowieckie Pleso. W końcu jakiś niesłodki płyn – woda ze stawu. Zrobiło się gorąco! Schładzam się czapką wypełnioną zimna wodą z jeziora – przez dłuższą chwilę jest przyjemniej 😉 Droga do schroniska mija dość szybko, czasami trochę sobie truchtam W powietrzu unosi się moja ulubiona woń Tatr – żywiczny, świeży i czysty zapach kosodrzewiny.

Gerlach – Wielka Korona Tatr

Przy schronisku tłum ludzi a wśród nich patrol słowackiej policji robi sobie zdjęcia 😉 Zostało mi około godziny do samochodu. Przy samochodzie leniwie przebieram się w świeże ubrania, słuchając Sigur Ros – to był dobry dzień więc w Mniszku kupię moje ulubione kulki rumowe i postanawiam zdobyć Wielką Koronę Tatr. Tak rodzą się moje wypiętrzone marzenia. 😉

Metryczka

nazwa: Gerlach (słow. Gerlachovský štít, Gerlachovka, niem. Gerlsdorfer Spitze, Gerlach, węg. Gerlachfalvi-csúcs)
lokalizacja: Słowacja, Tatry
wysokość: 2655 m n.p.m 
wybitność: 2 355 m
uwagi: Gerlach jest składową: Korony MDW Europy, Korony Karpat, Wielkiej Korony Tatr, Korony Europy
pierwsze wejście: 1834 r J. Still, M. Spitzkopf, Gelhof, pierwsze zimowe wejście: 1905 r. J. Chmielowski, K. Jordán, K. Bachleda, J. Franz, P. Spitzkopf

data wejścia: 14 września 2020

Dla zainteresowanych: link z wejścia na Gerlach na Strava

Epilog: jak już wspomniałem na początku tekstu: wejście na Gerlach w opisanym przeze mnie wariancie jest naruszeniem prawa – pamiętajcie o tym planując swoją wizytę u Króla i wybierzcie sposób dla siebie najlepszy!

podobne wpisy

Dodaj komentarz