Tu właśnie trwa małe przemeblowanie.
Strona jest w przebudowie. Porządkuję treści, dodaję nowe i układam wszystko tak, żeby było ciekawiej, czytelniej i bardziej po mojemu.
Wróć za jakiś czas.
Psycholog w Górach wróci w lepszej, bogatszej i bardziej wypiętrzonej wersji.
Piękny wulkan pośrodku Teneryfy, wyspy stanowiącej cel licznych wycieczek z Polski. Najwyższy szczyt Hiszpanii – chociaż do Korony Europynie zaliczany. Można wjechać kolejką i po prostu, zwyczajnie delektować się krajobrazem z tarasu widokowego położonego poniżej szczytu. Ale kolejką może wjechać każdy – wystarczy zgłosić takowy zamiar na stronie Parku i pozwolenie otrzymać niemalże z automatu… Właśnie, „niemalże z automatu” – bo jak to w życiu bywa i tutaj możemy napotkać niewielkie przeszkody, lecz na tyle małe, że spokojnie sobie z nimi poradzimy. Dzisiaj jednak nie o tym. Dzisiaj, o mojej pieszej wycieczce na ten osobliwy szczyt.
Teide pozwolenie – niespodzianki i rozwiązania
Na Teneryfę docieram z myślą o wejściu na Pico del Teide, bo to góra łatwa, ładna, ot taka urlopowa. I co się okazuje na miejscu? Dopiero co rozpoczyna się sezon turystycznych wejść poza barierki tarasu widokowego (Szlak nr 10 − Telesforo Bravo) i tak się niefortunnie składa, że na czas mojego zaplanowanego pobytu, nie ma już „wolnych” pozwoleń (o pozwoleniu na Teide piszę tutaj). Pozostaje opcja ich ominięcia i wykupienie wycieczki z przewodnikiem albo ewentualnie nocleg w Altaviście (schronisko górskie) – wszystkie miejsca do końcamaja zarezerwowane 😂 Przewodnikowi, który wsadzi mnie do wagonika kolejki i potem przepuści przez barierki checpointa, nie zapłacę 100 Euro (plus koszt przejazdu kolejką). Sorry, dostałem promo – 89 Euro nadal nie jest to dla mnie atrakcyjna cena. Nie czepiam się ceny przewodnika – ktoś chce kupić, zgadza się – O.K.
Nie daję łatwo za wygraną – może jednak uda się z Altavistą? Sprawdzam codziennie, czy ktoś nie zrezygnował, czy nie zwolniło się jakieś miejsce. Pierwszy, drugi, trzeci dzień – nic. W końcu jest, pojawia się. Próbuję zarezerwować – bez skutku… Rezerwacji można dokonać, na minimum 24 godziny przed planowanym wejściem.
„Odrobinę” zawiedziony postanawiam udać się do siedziby Parku – może tam coś wskóram? Na miejscu, miły pan – strażnik informuje mnie, że nie może przypisać mnie do tego wolnego pozwolenia, bo do mojego planowanego wejścia zostało mniej niż 24 godziny (no tak…). Rzecz jasna, cała nasza rozmowa odbywa się w języku paneuropejskim – łączony angielski, hiszpański i niemiecki – Hiszpanie mają wyjebane na języki obce… Finalnie, facet stwierdza z rozbrajającą szczerością, że jeżeli jest to dla mnie tak ważne, powinienem być na szczycie przed strażnikiem obsługującym bramki, czyli przed 9-tą rano (od 9-tej kursuje kolejka) i zwyczajnie wejść na szczyt. Przy zejściu nikogo już nie interesuje pozwolenie… Dwa razy powtarzać mi nie trzeba.
Pico del Teide bez pozwolenia – komu w drogę temu, temu czas
Następnego dnia, wczesna pobudka, szybkie śniadanie i już po 4-tej rano, wyjeżdżam z hotelu przy wybrzeżu swoją strzałą (Kia Picanto z kiepsko działającą klimą – tak to jest, jak się wcześniej nie zarezerwuje samochodu i bierze, co dają wlokalnej wypożyczalni). Naparkingu samochodowym Montaña Blanca, skąd zaczyna się szlak nr 7, jestem po 5-tej. Jest jeszcze całkiem ciemno, a na tablicy widnieje informacja o zakazie wędrowania nocą. – Jakieś dodatkowe uwagi? Lubię wstawać rano, ale trochę trudno mi się rozchodzić. Trzeba jednak się spieszyć, aby przed 9-tą być przy bramkach.
Wedle informacji na tablicy wejście na szczyt (krawędź krateru) powinno zająć mi 5,5 godziny, do pokonania mam ponad 8 km i prawie 1200 metrów w pionie.
Narzucam całkiemdobre tempo – przecież mam niedoczas i brakuje mi prawie godziny aby wyrobić się przed strażnikiem przy bramce. Początkowo droga leniwie wije się w górę – nie widzę za wiele, jest ciemno. W sumie i tak nie jest to bardzo istotne – ważne, by być przed 9-tą przy bramce. Zaczyna świtać – jest pięknie. W głowie kołacze myśl, że nie mogę się zatrzymać.
Montaña Blanca – rozgrzewka a potem ściana płaczu
Początek szlaku szlaku jest łatwy i taki pozostaje aż do Montaña Blanca, na długości około 4,5 km wzniosłem się tylko jakieś 370 metrów, czyli najlepsze przede mną. Minąwszy „pagórek” Montaña Blanc, który osiąga wysokość 2750 m n.p.m mam do pokonania bodaj najbardziej wymagający odcinek szlaku na Teide. Zakosami pośród języków czarnej lawy zdobywam kolejne metry w pionie – tutaj robi się zdecydowanie bardziej stromo. Jak przeczytałem na stronie Teide na odcinku 2,5 km pokonałem ok. 540 metrów w pionie – można się lekko zasapać.
Zawsze byłem przekonany, że moje serce i płuca w miarę pasują rozmiarowo do klatki piersiowej – dzisiaj śmiem w to wątpić. Nie mając zamiaru się poddawać, przez cały czas utrzymuję dobre tempo, jednak jak nic – płuca za małe, serce za duże…
Powoli noc, ustępuje światłu dnia – co za spektakl! Poza wspaniałymi widokami gdzieś tutaj ukrywają się również endemiczne gatunki zwierząt, takie jak jaszczurka Gallotia galloti czy nielotny chrząszcz Pimelia ascendens, który występuje wyłącznie w Parku Narodowym Teide. Nie widziałem żadnego z nich.
Schronisko Altavista – la Fortaleza i upragniona La Rambleta
Nareszcie docieram do Altavisty – większość nocujących ruszyła już na szczyt, został tylko jakiś Azjata, który mówi mi, że tu na miejscu jest wystarczająco ładnie i nie wybiera się dalej. 😃 Stąd do „bramek” La Rambleta przy górnej stacji kolejki jest zdecydowanie mniej stromo. Po drodze do La Ramblety przecinam punkt widokowy la Fortaleza. Ze schroniska do górnej stacji kolejki jest około godziny, wiem że szybciej przejdę ten odcinek.
Górna stacja kolejki linowej Teide – La Rambleta
Przy bramkach jestem prawie pół godziny przed czasem, mijam je szybko i obiecuję sobie, że zaraz gdzieś odpocznę. Przecież serce i płuca są już poza klatką piersiową. Jestem ponad 3500 metrów n.p.m. Jeszcze kilka godzin temu, byłem paręnaście metrów od oceanicznej plaży…
Opuszczam szlak nr 7 i kieruję się w górę szlakiem nr 10 Telesforo Bravo, który wymaga uzyskania bezpłatnego pozwolenia wydawanego przez zarząd Parku Narodowego – którego ja nie mam i którego brak był powodem tego małego wyścigu z czasem.
Sierotka Gumisia i Krasnoludki?
Siadam, aby odpocząć – w końcu minąłem już bramki. Rozglądam się dookoła, chłonę widoki. Lokalizuję, mój jeszcze odległy, cel. Wystarczy, czas ruszyć naprzód. Wokół szczytu zawisa chmura, momentami widoczność sięga na kilkanaście metrów. Na szczęście, po niedługim czasie, chmury rozchodzą się i widzę, jak wysoko już dotarłem i jak samotny jest ten wulkan przede mną.
Serce wali, słyszę jedynie swój oddech. Jestem naprawdę zmęczony. Nagle, gdzieś w oddali niesie się chóralny śpiew. Pierwsze skojarzenie – krasnoludki, niczym z tej bajki o siedmiu krasnalach – nie jest dobrze. 😁 Stwory nucą coś po niemiecku, nade mną zawisa chmura, gonitwa myśli w głowie. Pewnie to tylko wyobraźnia, niedotleniony mózg i zmęczenie płatają figle, ale dlaczego one, do cholery, śpiewają po niemiecku? Olewam krasnoludki, chociaż owe odgłosy niechybnie się zbliżają. Najwyższy czas na mnie. Podnoszę tyłek, idę w górę, podążam za coraz wyraźniej słyszalną melodią – syreny swoim pięknym śpiewem gubiły marynarzy, mnie zgubią podśpiewujące po niemiecku krasnale – masz ci los.
Widoczność na kilka metrów do przodu, śpiew staje się coraz wyraźniejszy. Jak nic zaraz na nich wpadnę… I nagle są. Wyłaniają się z mgły – ku mojemu zaskoczeniu – dosyć rośli… Okazuje się, że to grupa niemieckich turystów umila sobie zejście, śpiewając jakieś niemieckie przyśpiewki… Opowiadam im, jaką historię sobie wkręciłem. Chwilę rozmawiamy – na szczęście też mówią po angielsku.
Cel osiągnięty: Jej wysokość Teide, siarczyste piękno diabelskiej góry
Idę dalej. Jeszcze niewielki odcinek przede mną i dotrę do celu. Ogromnie zmęczony, ale i zmotywowany, przemieszczam się wyżej i wyżej. Ścieżka coraz bardziej nierówna i stroma. Coraz mocniej czuć siarkę. Szczęśliwie siły wracają.
Jestem. Dotarłem. Rozglądam się, nikogo, oprócz mnie, samotnie siedzę na wysokości 3718 m n.p.m. a do dna morza mam bodaj 7500 m 😄 Łagodny wiatr przegania chmury, które zdają się być na wyciągnięcie ręki, niczym zewsząd oplatająca mgła albo lepka pajęczyna, po czym moim oczom ukazuje się cudowność… Słońce w pełni, poniżej Teneryfa w całej okazałości – stąd, taka mała i odległa. Pod stopami, spod kamieni, bucha gorąca siarka. Samotny na szczycie, wokół pięknie – czego można chcieć więcej? Po raz kolejny czuję się zwycięzcą.
Teide wprawdzie śpi, ale nadal oddycha
Od smrodu siarki trochę mi niedobrze, a w głowie nieco wiruje, ale to nieistotne – jest super. 😍 Zostaję tutaj na pół godziny. Czerpię radość z tej krótkiej chwili. Cieszę się, że wszedłem, że zdążyłem przed strażnikiem. Pogoda jest taka piękna. Czysto, przejrzyście. Niekiedy tylko, zbierają się kłęby gęstych chmur, aby po chwili rozpierzchnąć i ustąpić miejsca słońcu i oświetlanym przez nie, nieziemskim widokom…
Powrotów czas
Czas na powrót. Wystarczy. Nasyciłem wszystkie zmysły. Teraz szybkie zejście, bo zaraz zrobi się gorąco, a mi skończyły się już wszystkie napoje. Jest to jak do tej pory najwyższa góra na jaką się wdrapałem, jest to również pierwszy wulkan.
W samochodzie jestem 2,5 godziny później. Oszołomiony podróżą w górę, nie wiele odnotowuję z drogi powrotnej. Dla porządku wspomnę tylko, że przy zejściu nie było nadal strażnika przy bramkach La Rambleta na szlak nr 10 😂
Kolejne wspomnienia, staram się trwale wyryć w pamięci. To był wspaniały dzień.
Wskazówki praktyczne: Teide jak się ubrać na wulkan?
Nie żebyś sobie bez poniższych wskazówek nie poradził, ale z nimi może być Ci nieco łatwiej.
Weź spory zapas wody – min. 2 litry na osobę (ja wziąłem za mało)
Pamiętaj o jedzeniu – najlepiej sprawdzą się rzeczy lekkie: batony, żele, kanapki itp.
Ubierz się „na cebulkę” albo weź ubrania na zmianę – niżej bywa gorąco, na szczycie może leżeć śnieg, no i bardzo wieje, stąd polecam kurtkę przeciwwiatrową (softshela lub podobne)
Wygodne buty (tzw. „podejściówki” wydają się idealne – jeżeli nie zalega śnieg oczywiście, sprawdzą się również klasyczne buty trekkingowe )
Co jeszcze może Ci się przydać? – niech każdy zadecyduje sam, znając własne potrzeby, niemniej pomocne mogą się okazać: latarka albo czołówka, okulary przeciwsłoneczne, krem z wysokim filtrem i jakaś mapa (nie zapomnijcie naładować telefonu);
Pamiętaj, że na szczyt możesz również dostać się kolejką (bilet kupisz na TEJ STRONIE). Jeśli nie czujesz się na siłach do wspinaczki, śmiało wybierz takie rozwiązanie. Chociaż uważam, że nie potrzeba rewelacyjnej kondycji, aby zdobyć Teide. Widoki zrekompensują Twój wysiłek. Poza tym, swoją wyprawę możesz rozłożyć na dwa dni. Pierwszego dnia dotrzeć do schroniska, a drugiego, o samym świcie, ruszyć na szczyt.
Problem z wysokością. Zgodnie z popularną w Internecie infografiką aklimatyzacja do wejścia na Teide powinna trwać ok. 4 dni. Jak już wiecie z mojej relacji, różnie może być – zwłaszcza gdy wasza baza leży kilkanaście metrów n.p.m. . Były momenty, że nie czułem się najlepiej (krasnoludki ;-), lekkie mdłości i bóle głowy), ale każdy, trud wspinaczki, może odczuwać inaczej. U jednych pojawią się pewne dolegliwości, u innych nie. Indywidualna sprawa. Widoki, i tak zrekompensują wszystko :-). Można, na wszelki wypadek, wziąć jakieś środki przeciwbólowe.
A jak to było u Was? Zdobyliście już piekielną górę, czy dopiero planujecie swoją przygodę z Teneryfą? Dajcie znać w komentarzach. Jestem ogromnie ciekaw Waszych wrażeń.
W skrócie
nazwa: Pico del Teide lokalizacja: Hiszpania, Teneryfa – Wyspy Kanaryjskie wysokość: 3718 m m n.p.m. wybitność: 3718 m data wejścia: 07.04.2015
Czy dobra pamięć może mieć jakieś negatywne następstwa?
Gdzieś na Sri Lance, do drzewa przywiązany był mały słoń. Lina była gruba i nie pozwalała oddalić się słoniątku zbyt daleko. Mimo wielu prób jakie podejmowało słoniątko, nigdy nie udało się mu ani przerwać liny jak również wyrwać drzewa do którego był przywiązany. Czas mijał, mały słoń wielokrotnie szarpał linę jednak bez skutecznie. Z czasem robił to coraz rzadziej… po pewnym czasie zupełnie przestał szarpać linę.
„Zaakceptował” iż jego świat ogranicza się do tych kilku metrów kwadratowych. Czas mijał, słoń rósł aż w końcu stał dorosłym dużym i silnym słoniem. Na tyle dużym i silnym aby bez większego trudu rozerwać linę a nawet wyrwać drzewo.
Zarówno lina, jak również samo drzewo nie stanowią rzeczywistego ograniczenia dla naszego słonia, jednym szarpnięciem lina mogła by zostać rozerwana. Jednak słoń ma dobrą pamięć… wie że próby uwolnienia się spełzną na niczym. Niczym więcej niż otarciami lub zadrapaniami. Wie o tym ponieważ sprawdził to wielokrotnie w przeszłości.
Możemy powiedzieć iż słoń, nie jest świadomy swoich zasobów i nie dostrzega zmian jakie zaszły w nim – opiera się na nieaktualnej mapie rzeczywistości… mapie, w której zostały zapisane informację iż nie ma wystarczającej siły aby urwać linę czy wyrwać drzewo.
lokalizacja: Hiszpania, Teneryfa – Wyspy Kanaryjskie
wysokość: 3718 m n.p.m
wybitność: 3718 m
pierwsze wejście: 1582 Sir Edmund Scory (wikipedia.org/wiki/Teide, 24.06.2018 r)
uwagi: Pico del Teide, jest najwyższym szczytem Hiszpanii, jednak nie zaliczany jest do Korony Europy. Teide jest również najwyższą górą wśród wszystkich atlantyckich wysp. Wejście na szczyt nie przedstawia żadnych trudności technicznych. Poniżej szczytu ma swój przystanek górna stacja kolejki linowej Teleférico del Teide (3555 m n.p.m.)
data mojego wejścia: kwiecień 2016.
Kanaryjski Olimp – Pico del Teide
Dla pierwszych ludów Wysp Kanaryjskich – Pico del Teide była święta i mieli ją zamieszkiwać bogowie. Niczym Olimp dla starożytnych Greków.
Posłuchajcie tej historii. Dawno, dawno temu żył pewien stwór – demon, a imię jego było Guayota. Przybierał różne oblicza, najczęściej występował pod postacią czarnego psa. Pewnego dnia, świat pogrążył się w ciemnościach. To demon Guayota postanowił porwać i uwięzić wewnątrz góry, boga słońca – Megeca. Przerażona ludność, wznosiła błagalne modlitwy o pomoc, do najwyższego w hierarchii bogów, Achamana. Ten ugiął się i zwyciężył Guayotę, po czym zatkał nim wylot krateru, uwalniając Mageca. Od tamtej pory, demon próbował wydostać się z czeluści wulkanu – stąd erupcje. Aby go przestraszyć, część rdzennej społeczności paliła wielkie ogniska. Inni, prosząc o łaskę, składali przebłagalne dary. Po dziś dzień, archeolodzy znajdują kamienne narzędzia i ceramikę, w wielu trudno dostępnych miejscach, na zboczach góry. To taka historyjka z przymrużeniem oka – na rozgrzewkę. Teraz garść przydatnych informacji.
Księżycowy świat Teide
To właśnie wulkanicznemu szczytowi Teide, cała Teneryfa zawdzięcza magiczny, księżycowy krajobraz i ukształtowanie terenu. Na wyspie zobaczycie wiele pięknych, niespotykanych nigdzie indziej pumeksowych i bazaltowych formacji skalnych. Swym obliczem zaniepokoją Was zastygłe jęzory wulkanicznej lawy i pozostałości, w postaci ciemnych koryt, po niegdyś płynących tutaj rzekach. Będziecie urzeczeni czarnym piaskiem na plażach.
Tak wielka atrakcja turystyczna jakim jest bez wątpienia Pico de Teide ma również do zaoferowania swoim gościom przejazd kolejką linową – należy tylko pamiętać że górna stacja kolejki jest usytuowana poniżej szczytu i wjazd kolejka nie zwalnia nas z konieczności uzyskania bezpłatnego „permitu” na wejście na sam wierzchołek. Niemniej przejazd wagonikiem na taras pod szczytem jak przeczytałem na stronie kolejki przejazd: „pozwala doznać uczucia unoszenia się nad geologicznym skarbem, którego wulkan, kratery i rzeki lawy tworzą imponujący zestaw barw i kształtów unikalnych w skali świata.” Zachęceni? Jeżeli tak w linku znajdziecie stronę gdzie kupuje się bilet na przejazd kolejką
Kolejka linowa na Pico del Teide
Początki planów budowy kolejki sięgają lat 30-tych XX w. Właściwe jednak pracę budowlane ruszyły 4 września 1963 i trwały 8 lat, by 27 czerwca 1971 roku nastąpił odbiór kolejki. Jak do dojechać własnym samochodem na parking przy dolnej stacji kolejki linowej na Teide. Gdzieś przeczytałem że wszystkie drogi na Teneryfie prowadzą na Teide, coś w tym jest.
Poniżej trasy z ważniejszych ośrodków na wyspie:
Z Santa Cruz de Tenerife i San Cristóbal de La Laguna: droga TF-24 z La Laguna (Carretera de La Esperanza), która następnie łączy się z TF-21.
Z Puerto de la Cruz lub La Orotava: droga TF-21 na wulkan Teide − dojazd z La Orotava.
Z Los Gigantes: TF-38 przez Chío, która łączy się z TF-21.
Z Playa de las Américas lub Los Cristianos: droga TF-21 z Vilaflor, która prowadzi do Parku Narodowego.
Kolejka linowa znajduje się na 43 km drogi TF-21.
Poniżej przybliżone odległości do dolnej stacji kolejki na Teide z kilku miejscowości na wyspie:
Santa Cruz: 64 km
La Laguna: 55 km
Puerto de la Cruz: 45 km
Los Gigantes: 52 km
Los Cristianos: 47 km
El Médano: 52 km
Dolna stacja Kolejki na Teide
Stacja dolna kolejki linowej na Teide znajduje się na wysokości 2356 m n.p.m. i jest bardzo łatwo dostępna drogami dojazdowymi z wybrzeża. Wokół stacji dolnej ulokowany jest spory bezpłatny parking – posiada 220 miejsc do parkowania. Parking czynny jest w zależności od pory roku od 8:00 do 18:00, a w sezonie letnim do 19:30. Przy dolnej stacji znajdziecie całe zaplecze turystyczne gdzie można spędzić czas czekając na swoje miejsce w wagoniku, wydać miliony monet na kawę i suveniry ale również uzyskać informacje o różnych szlakach na Teide. Taka trochę Gubałówka
Górna stacja Kolejki na Teide
Wagoniki docierają na wysokość 3555 m n.p.m. Górna stacja to niewielki hall, gdzie znajdziecie toaletę i najwyżej położoną w Hiszpanii budkę telefoniczną, co ciekawe działa tam również WI-FI (tak przynajmniej przeczytałem w Internecie). Nie ma tutaj kawiarni i sklepów, kawałek od budynku stacji znajdują się punkt kontrolny na krater Teide (Szlak nr 10 Telesforo Bravo). Pamiętajcie, że mimo iż jesteście na ciepłej (a nawet gorącej Teneryfie) górna stacja kolejki znajduje się ponad 1000 metrów wyżej niż nasze Rysy i pogoda może zaskoczyć. Różnica temperatur może być przyjemnym chłodnym ukojeniem od upału na wybrzeżu ale również może mocno dać się we znaki.
Czas wjazdu kolejką linową na Teide?
Przejazd z dolnej stacji kolejki linowej do górnej stacji na Teide zajmuje około 8 minut, w tym czasie pokonujemy ponad 1200 metrów różnicy wysokości (z 2356 m na 3555 m n.p.m.
Pico del Teide wysokość
Pico del Teide wznosi się na wysokość 3718 metrów n.p.m. To najwyższy szczyt Hiszpanii. Od jego podstawy, na dnie oceanu, do wierzchołka jest ponad 7 kilometrów. Ostatnia erupcja miała miejsce: 18 listopada 1909
Pozwolenie na wejście na szczyt wulkanu
Aby wejść na szczyt (powyżej górnej stacji kolejki) trzeba mieć pozwolenie. Wspominane pozwolenie uzyskać online (i tylko w ten sposób), na TEJ STRONIE. Jego brak może nam popsuć całą wycieczkę (ale nie musi ). Pozwolenie jest bezpłatne, jednak limit miejsc jest ograniczony – może je otrzymać maksymalnie 200 osób dziennie. Na dodatek, trzeba czekać na wolny termin – zazwyczaj kilka dni ale może się zdarzyć że nawet kilka tygodni, w zależności od sezonu. Zatem, jeżeli planujecie wyprawę na wulkan, pomyślcie o tym trochę wcześniej. Oprócz konkretnego dnia, wybiera się też godzinę wejścia (określa się przedział czasowy, np. 9.00-11.00).
Schronisko Altavista
Jeżeli z jakiegoś powodu nie załatwiliście pozwolenia – nie wszystko stracone. Jest szansa, w postaci noclegu, w schronisku Altavista. Wówczas, nie musicie go mieć. Z tym, że nocleg również należy rezerwować z wyprzedzeniem (z mojej relacji przekonacie się, że lepiej to zrobić zawczasu). Schronisko znajduje się na wysokości 3260 metrów n.p.m. i może pomieścić maksymalnie 54 osoby, a zostać można tylko na jedną noc. Do dyspozycji mamy trzy duże pokoje koedukacyjne z piętrowymi łóżkami, kuchnię, jadalnię i łazienkę (bez prysznica). Nie trzeba brać ze sobą śpiworów – otrzymamy pościel.
Schronisko zostało zbudowane w 1892 roku, a Rada Wyspy Teneryfy przejęła nad nim pieczę w 1950 roku. W 2007 roku zostało ono gruntownie wyremontowane.
A jak z Altavistą też nie wyjdzie? Cóż, wtedy pozostaje kombinować (jak to w moim przypadku było – więcej o mojej przygodzie przeczytasz tutaj) i liczyć na łut szczęścia.
Wulkan Teide – co zabrać i inne informacje:
Jak już wspomniałem – Teide ma 3718 m n.p.m. zgodnie z tym czego uczą w szkole, na każde 100 metrów w górę temperatura spada o 0,5*C czyli jeżeli na plaży, powiedzmy w Los Cristianos na południu wyspy mamy 21*C na szczycie będzie ok. 2/3*C i prawdopodobnie będzie wiało 😉
Warto o tym pamiętać – co by nie zmarznąć. Zimą i wiosną na szczycie zalega pokrywa śnieżna, co ładnie na zdjęciach wygląda.
Wychodząc zabierz ze sobą spory zapas wody – min. 2 litry na osobę (ja wziąłem za mało).
Pamiętaj o jedzeniu – najlepiej sprawdzą się rzeczy lekkie (batony, żele, kanapki itp.);
Ubierz się „na cebulkę” albo weź ubrania na zmianę – niżej bywa gorąco, na szczycie może leżeć śnieg, no i bardzo wieje, stąd polecam kurtkę przeciwwiatrową (softshela lub podobne)
Wygodne buty (tzw. „podejściówki” wydają się idealne – jeżeli nie zalega śnieg oczywiście, sprawdzą się również klasyczne buty trekkingowe )
Co jeszcze może Ci się przydać? – niech każdy zadecyduje sam, znając własne potrzeby, niemniej pomocne mogą się okazać: , latarka albo czołówka, okulary przeciwsłoneczne, krem z wysokim filtrem i jakaś mapa (nie zapomnijcie naładować telefonu);
Nocleg w schronisku zarezerwujesz na stronie schroniska Altavista
Do Parku Narodowego Teide, dotrzesz również autobusem
A jeśli zabraknie Ci sił po zdobyciu szczytu, możesz zjechać kolejką Teleferico.
Dawno, dawno temu lub tez wczoraj za rogiem żył Dżin. Dżin jak to Dżin wysłuchiwał ludzi i spełniał ich prośby. Przychodziło do niego wielu ludzi prosząc oto czy tamto. Nasz bohater spełniał wszystkie prośby które do niego kierowano. Jednak z czasem, Dżin był coraz bardziej zmęczony spełnianiem próśb kolejnych osób, nie potrafił jednak odmówić… mimo iż jego sytuacja stawał się dla niego coraz bardziej męcząca, nie potrafił znaleźć rozwiązania. Nie wyobrażał sobie jak mógłby odmówić – nie odkrył czym jest asertywność, ale znalazł inne rozwiązanie, jak nie konfrontować się ze swoją słabością i jednocześnie przestać spełniać życzenia. Życzenia których spełniać już nie chciał.
Dżin postanowił uciec… daleko, gdzie go oczy poniosą. Postanowił uciec i ukryć się przed ludźmi na pustyni, w końcu na pustyni nikt go nie znajdzie i będzie mógł nie odmawiając nikomu przestać spełniać życzenia. Wybrał odległą i nie przyjazną pustynię, daleko od miast i cywilizacji…
Nie minęło jednak kilka dni, gdy ludzie odnaleźli Dżina na pustyni, prosząc go aby spełnił ich prośby. Dżin zrezygnowany wrócił do swojego miejsca i nadal spełniał prośby ludzi. Mijały dni, tygodnie, miesiące nasz Dżin coraz bardziej chciał uciec, ukryć się i przestać spełniać życzenia.
Pewnego poranka po długich przemyśleniach, opuścił swoje miejsce i ruszył w wysokie góry. Wybrał miejsce niedostępne i niebezpieczne: „Tutaj nikt mnie nie znajdzie” powtarzał. Rzeczywiście minął jeden, potem drugi, trzeci dzień, nikogo nie było, nikt o nic nie prosił, był sam daleko od wszystkich, ukrył się przed Światem.
Czwartego dnia przed miejsce gdzie ukrył się Dżin pojawił się jednak pierwszy człowiek, który chciał aby Dżin spełnił jego prośbę. Nasz bohater oczywiście spełnił życzenie gościa… tego samego dnia pojawił się jeszcze jeden człowiek, następnego dnia było ich już trzech. W kolejnych dniach liczba ludzi którzy chcieli aby spełnić ich prośbę wciąż rosła. Po dwóch tygodniach, mimo trudów i niebezpieczeństwa jakie czyhały na śmiałków, proszących o spełnienie próśb było tyle samo co w jego dawnym miejscu…
Dżin powrócił do siebie, mijały miesiące, lata. Dżin rozmyślał czy istnieje miejsce gdzie mógłby się ukryć przed Światem… Nie poddał się w poszukiwaniach. Pewnego ranka wstał jak co dzień i wybrał się w podróż, tym razem porzucił pustkowia i miejsca niebezpieczne, wybrał inne rozwiązanie. Ukrył się blisko i zarazem w miejscu nieznanym…. Ukrył się w ludzkim sercu i odnalazł swój spokój.
Wybrał sprytnie, bo zdarza się że pożądamy tego co odległe, zapominając że piękne i dobre bywa bliżej, znacznie bliżej niż nam się wydaje…
Czy nie zdarza się, iż to co najbliżej jest nam nieznane?
dG
„Na wielkich kamiennych pustyniach gór istnieje, dziwny rodzaj handlu, można zamienić wir swojego życia na nieskończony spokój duszy”
Na początek pytanie:
Wskaż jedną czynność, która mógłbyś robić codziennie (a nie robisz), a co kolosalnie poprawiłoby twoje życie osobiste. Jeszcze wrócimy do tego pytania.
Nawyk trzeci jest naturalną konsekwencją nawyku 1 (ja tu rządzę) i nawyku 2 (używam swojego mózgu, mam wizję swojego życia, opieram się na wartościach), jest realizacją, wprowadzaniem w czyn. Nawet najpiękniejsze marzenie pozostanie tylko marzeniem bez konsekwentnej realizacji. Nawyk 3 to konsekwentne zarządzanie sobą i swoim czasem (tego jak wykorzystuję czas). I w tym miejscu warto poświęcić chwilę uwagi wolnej woli – czyli zdolności do podejmowania decyzji i następnie działań zgodnych z tą decyzją. Wszyscy posiadamy wolną wolę. Jak często jednak wybieramy robić rzeczy, które w tym momencie są przyjemne, ale w dłuższej konsekwencji, co najmniej nieużyteczne, lub szkodliwe? Jak często wiemy, co mamy robić, ale… i tak tego nie robimy?
Dyscyplina – sztuka podążania
I tu potrzeba dyscypliny (discipline – uczyć się podążać). Czyli nauki podążania za swoim celem, w zgodzie z zasadami, konsekwentnie. W tym momencie przyda się umiejętność zarządzania sobą w czasie, którym każdy z nas dysponuje, ale czy każdy rozsądnie? A pamiętajmy, że jest to zasób ograniczony. Stephen Covey mówi o 4 generacjach zarządzania czasem.
„to do list” – lista tego, co chcę zrobić danego dnia i skreślanie danego zadania po jego wykonaniu. (Istnieje obecnie wiele aplikacji pozwalających stworzyć taka listę w naszych smartfonach).
W zarządzaniu trzeciej generacji dodajemy niezwykle ważny aspekt, jakim jest ustalanie priorytetów, systemu wartości, celów krótko- średnio – i długoterminowych, Zawiera się tu także dzienne planowanie.
Czwarta generacja nie jest zarządzaniem czasem a raczej zarządzaniem sobą w czasie skupia się na pielęgnowaniu i wzmacnianiu związków oraz osiąganiu rezultatów.
Gdy już wiemy, czym jest zarządzanie 4 generacji pytanie jest jak to zrobić.
Widzimy tutaj podział na dwa czynniki określające działalność ważne i pilne. Rzeczy pilne to są sprawy na JUŻ Sprawy, którymi się trzeba w tym momencie zająć. Rzeczy pilne widzimy i dlatego też mamy łatwość w uleganiu im, w poświęcaniu im swojego czasu. Rzeczy ważne mają związek z rezultatami, stanowią wkład do naszej misji, wartości do najważniejszych celów.
Ćwiartka I to są sprawy, które są zarówno wazne i pilne wymagają natychmiastowego zajęcia się nimi. Zazwyczaj w tej ćwiartce jest tak zwane gaszenie pożarów, czyli wszystkie problemy i kryzysy. Wszystkich nas to dotyczy, ale niektórzy ludzie są po prostu pochłonięci tą ćwiartką. Nie starcza im wtedy czasu na ćwiartkę druga i wtedy sprawy ważne, ale nie pilne staja się znowu ważnymi i pilnymi, stają się kryzysami, gdyż nie mieliśmy czasu na to, by im poświecić uwagę, gdy były ważne i niepilne. Gdy jesteśmy zmęczeni działaniami z ćwiartki I wtedy uciekamy do rozrywek z ćwiartki. Niewiele uwagi poświęcając na ćwiartkę III i II.
Rezultatem takiego stanu rzeczy jest krótkowzroczność, zarządzanie kryzysami, uczucie bycia ofiarą bez kontroli.
Ćwiartka III są to pilne, ale nieważne sprawy, często osoby spędzają czas w tej ćwiartce myśląc, że są to sprawy z ćwiartki I a tak naprawdę są to często sprawy priorytetowe dla innych ludzi. Ludzie tacy też często odpoczywają w ćwiartce IV. Tutaj rezultatami jest brak odpowiedzialności. Zadania z ćwiartki III najczęściej można zlecić innym.
Ćwiartka II to serce skutecznego zarządzania. Tu znajdują się takie sprawy jak budowanie związków czas spędzony z rodziną, pisanie misji, ćwiczenia fizyczne, wszystko, co, o czym wiemy, że jest ważne, co powinniśmy robić, a jednak nie robimy gdyż gonią nas sprawy pilne,.
Pamiętaszpoczątkowe pytanie? Co mógłbyś robić, na co dzień, co zmieniłoby twoje życie, a jednak tego, nie robisz. Założę się, że odpowiedź leży w ćwiartce II.
Skąd wziąć jednak czas na działania z II ćwiartki?
Cóż ten czas można wziąć z ćwiartki III i IV . Ćwiartki I nie możemy zignorować, gdyż zazwyczaj niewykonaniu tych działań towarzyszą konsekwencje. Ćwiartka I będzie jednak się zmniejszała, gdy zaczniesz poświęcać czasz na ćwiartkę II i tym samym zapobiegać i przewidywać.
Ćwiartki III i IV to te wszystkie telefony, maile, te gry na telefonie Facebook i inne media społecznościowe. Cóż to może nie być łatwe, bo te rzeczy chcą twojej uwagi i TY zresztą często chętnie im ją oddajesz. Zmiana będzie wymagała twojej proaktywności, proaktywności w wybieraniu i proaktywności w mówieniu NIE. 3 Generacja zarządzania czasem daje możliwość skutecznego realizowania celów. Warto jednak wdrożyć narzędzia 4 generacji, aby wspierały koncentrację na II ćwiartce.
Pierwszym zadaniem jest wskazanie kilku najważniejszych dla Ciebie ról np. ojciec, mąż, manager, następnie wybierz 2,3 ważne sprawy (cele), które chcesz w każdej z tych ról zrealizować, zaplanuj je i co tydzień sprawdzaj jak się realizacja twoich planów miewa.
Jakie są twoje główne role życiowe? Na czym się skupisz?
nazwa: Kudłoń
lokalizacja: Gorce, Polska wysokość: 1274 m n.p.m. wybitność: 265 m uwagi: Kudłoń jest najwybitniejszym szczytem Gorczańskiego Parku Narodowego i jednocześnie czwartym najwyższym szczyt w Gorcach
data wejścia: 24.11.2001
(Plan trasy) Łabowa – Nowy Sącz – Zabrzeż – Rzeki (PKS) – Jaworzynka – Kudłoń – potok Zapałacz –Konina (pieszo) – Niedzwiedź (PKS)
Na Kudłoń szlakiem z Rzek
Pewnego sobotniego poranka rozpoczęła się niewinnie zapowiadająca się wycieczka w Gorce. W ramach aktywności naszego małego klubu górskiego przy PTT oddział Nowy Sącz, padło na Gorc. Początkowo zadowoleni z padającego śniegu, po opuszczeniu ciepłego autobusu dziarsko idziemy w las. Całkiem dobre tempo utrzymujemy do Jaworzynki do której trochę po przetartej, trochę zawianej ścieżce szło się całkiem dobrze. Na Jaworzynce spotykamy grupę która szła przed nami, wymieniamy się szybkimi uwagami o pogodzie i warunkach. Decydują że zawracają, my mimo chwilowej konsternacji podejmujemy decyzję że idziemy dalej.
Śnieg i wiatr umilają nam drogę. Zmieniamy się dość często torując drogę w śniegu, na jednej z polan śnieg sięga nam powyżej pasa, wciąż jednak idziemy w górę. Mamy w głowie że z Kudłonia będzie już tylko lepiej – bo z góry, więc nawet śnieg po pas nie będzie takim problemem.
Na szczycie Kudłonia, śnieg po pas
Mocno zmęczeni dochodzimy do celu naszej wyprawy, śnieg po pas i silny wiatr to już norma. Doszła tylko jeszcze do tego mgła. Okazuje się że nie możemy znaleźć szlaku, mgła i oblepione śniegiem drzewa utrudniają znalezienie drogi. Podejmujemy decyzję że schodzimy w kierunku, który wydaje się nam najlepszym rozwiązaniem. Do tego po chwili nasza droga przed siebie w dół trafia na jakiś potok. Wiadomo każdy potok prowadzi do wioski lub innego potoku, który w końcu i tak prowadzi do wioski 🙂 Trzymając się tej koncepcji, schodziliśmy w dół skacząc między głazami, ślizgając się po zmrożonym potoku ewentualnie brnąc w śniegu. Nasz pomysł okazał się być dobrym, bo ok. 2 godzinach dotarliśmy do jakiejś wioski. Ileż to radości ujrzeć dom, usłyszeć ujadającego psa.
Skostniali, przemarznięci kuśtykaliśmy przez wioskę jak zombii z taniego horroru z nadzieją na sklep lub przystanek skąd zabierze nas autobus w kierunku naszego noclegu. Sklepu nie było ale znalazł się autobus, kończący naszą przygodę na Kudłoniu.
Szlak na Kudłoń z Rzek (żółte oznaczenia) ma długość ok. 6 km, 600 metrów podejścia, czas przejścia 2,5h, nam w opisanych warunkach zajęła ponad 6 godzin. Z łatwego i dość krótkiego przejścia, zrobiła się ponad 8 godzinna wędrówka, która na długo zapadła w pamięć 🙂
Tekst powstał na podstawie prowadzonego w przeszłości papierowego gumisiowego notatnika
Czy mam codziennie myśleć o swojej śmierci i martwić się tym? Nie zupełnie nie. Stephen Covey pisze o tym, aby „wizja końca” była punktem odniesienia.
Zadaj sobie pytanie jak wyglądałoby Twoje życie gdybyś przy każdym wyborze, przy każdym działaniu zastanowił się czy tak chcę być zapamiętany?
Zaczynać z wizją końca to mieć zrozumienie własnego przeznaczania, wiedzieć, dokąd się podąża, stawiać kroki we właściwym kierunku. Wiedzieć, co jest dla mnie najważniejsze. Tak jak przy budowie domu najpierw musi być wyobrażenie, potem plan, a następnie konsekwentne wdrożenie.
Podobnie np., gdy jesteś rodzicem. Wyobraź sobie, że Twoje dziecko jest naprawdę niegrzeczne (mam na myśli NAPRAWDĘ), gdy mówiłeś 100 razy i nic, zero odzewu. Czujesz jak wzbiera w Tobie złość? Jak masz ochotę … i właśnie tu masz wybór. Możesz użyć siły, władzy, przemocy i osiągnąć swój cel. Możesz również spojrzeć z perspektywy końca – czego chcesz dzieci nauczyć, jakie wartości im przekazać, jak chcesz żeby się zachowywały gdy Ciebie przy nich nie będzie i wybrać zachowanie.
Covey uważa za niezwykle istotne stworzenia własnej misji życiowej. Poniżej przytaczam 2 przykłady misji życiowej, oba pochodzą z książki „7 nawyków skutecznego działania”
Treść misji #1
Najpierw odnieść sukces w domu
Szukaj boskiej pomocy i doceniaj ją, gdy przyjdzie.
Nigdy nie idź na kompromis z uczciwością.
Pamiętaj o innych.
Wysłuchaj obu stron, nim wydasz sąd.
Radź się innych.
Broń nieobecnych.
Bądź uprzejmy, lecz stanowczy.
W każdym roku posiądź nową umiejętność.(…)”
Treść misji #2
„Życie rodzinne i kariera zawodowa są dla mnie jednakowo ważne. Będę się zatem starała się je pogodzić.Mój dom będzie miejscem, w którym ja, moja rodzina, przyjaciele i goście znajdą radość, wygodę, spokój i szczęście. Będę dbać o czystość i porządek, tak jednak, by było wygodnie tam żyć. Będę mądrze troszczyć się o to, co jemy, czytamy, oglądamy i robimy. (…)”
Jesteśmy unikalni i każda misja życiowa będzie inna. Można ja nazwać osobista konstytucją. Misja oparta na wartościach staje się podstawą podejmowania decyzji.
Gdy patrzę na grobowce wielkich, Umiera we mnie wszelkie uczucie zazdrości; Gdy czytam epitafia pięknych – Odchodzą pragnienia nad miarę (…) Gdy widzę królów leżących obok tych, co ich usunęli (…) Rozmyślam ze smutkiem i zdziwieniem o małych rywalizacjach.
Joseph Addison
Mówimy tu o nawykach, czym więc one są? Według Stephena Coveya nawyk to połączenie; wiedzy (co i dlaczego robić) umiejętności (jak to robić) i chęci (chce to robić). Nawyki tworzą nasze życie i naszą rzeczywistość. Warto więc przyjrzeć się temu czy są one efektywne i czy wspierają nasz rozwój. Co bardzo ważne(!) Ty to nie nawyk. Ty możesz nawyk tworzyć wygaszać go lub zarządzać nim.
Pierwsze trzy opisane przez Coveya nawyki tworzą tzw. zwycięstwo osobiste, prowadzą do niezależności osobistej. Kto by tego nie chciał? Przyjrzymy się więc pierwszemu nawyków, którym jest proaktywność. By mówić o proaktywności warto byś w tym momencie przyjrzał się temu jak siebie postrzegasz.
Odpowiedzialność
Czy Twoja głowa jest pełna określeń tego jak mówią o Tobie inni: „tobie się to nie uda!” „jak ty w tym wyglądasz, masz lustro?” „Jesteś taki pomocny i przyjacielski czy zrobisz to dla mnie zrobić?” itd.
Jeśli postrzegasz siebie przez pryzmat, tego co mówią inni może być Ci trudno zauważyć czego Ty potrzebujesz,czego chcesz. A może jest tak, że obarczasz innych za miejsce w życiu w którym jesteś, za swoje porażki? Zrzucenie winy na innych bywa odbarczające na krótką metę ale czyniące z Ciebie niewolnika dłuższej perspektywie. Bo jeśli to przez innych (szef, żona, rodzice, znajomi itp) mam tak jak mam w swoim życiu, to w jaki sposób ja sam mogę cokolwiek zmienić? Kto zarządza Twoim życiem?
Nawyk I: Proaktywność
Pierwsze działanie więc to przyjrzenie się swojemu myśleniu – sposobie definiowania siebie i otaczającego świata. Zastanowienie się kim jestem i czego chcę. Proaktywność to wzięcie odpowiedzialności, za swoje życie, swoje wybory i konsekwencje tych wyborów. Będąc proaktywnym: nie szukasz wymówek, nie obarczasz innych winą, ale jesteś panem swojego życia, jesteś odpowiedzialny za swoje czyny i miejsce w którym się znajdujesz. To oznacza pilnowanie swojego języka i swojego myślenia. Czy myślisz: „muszę to” czy „wybieram to”? A może twierdzisz że: „gdyby tylko nie (rząd, rodzina, szef) to bym to zrobił a nawet tamto” czy „szukasz sposobów działania aby to osiągnąć”?
Proaktywność to pierwszy podstawowy krok do efektywnego życia. Zrób go.
Jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość nie jest jednorazowym aktem, lecz nawykiem. Arystoteles
Z okazji Nowego Roku wiele osób, co mnie cieszy, postawiło za cel czytanie 1 książki na tydzień (na podstawie rozmów które prowadzę z moimi Klientami). Cieszę że wielu z Was podchodzi tak ambitnie do tematu czytelnictwa – przeczytać 52 książki w roku to całkiem przyzwoity wynik.
A gdyby tak się zdążyło, iż w ciągu roku przeczytasz tylko jedna książkę? Przyjmijmy że w ciągu całego roku miałbyś przeczytać tylko 1 książkę. Co by to było – co byś polecił? Chętnie poznam Twoją pozycje.
7 nawyków skutecznego działania
Ja mam swój typ i zaraz o nim opowiem. Przy założeniu jedna książka i nic poza wybór padł na „klasykę” Stephen Covey „7 nawyków skutecznego działania”. Dlaczego akurat ta książka? Gdyż przeczytana i wdrożona zmienia ludzi. W odróżnieniu od wielu książek z dziedziny sukcesu które mówią, że możesz wszystko, możesz osiągnąć sukces, Covey pokazuje jak to zrobić. Opierając się na tytule można powiedzieć, że sprawia, iż działanie staje się bardziej skuteczne.
Tylko pamiętaj (i tu zacytuję Coveya):
„Nauczyć się czegoś, ale tego nie robić, to tak, jakby się wcale tego nie nauczyć. Wiedzieć coś, ale nie wprowadzać wiedzy w czyn, to tak jakby wcale nie wiedzieć.”
Na 7 nawyków skutecznego działania składa się wiele podstawowych zasad ludzkiej efektywności, są to podstawowe i pierwotne nawyki, oparte na zasadach stanowiących podstawę trwałego sukcesu i szczęścia. Stephen Covey tworzył listę 7 nawyków w oparciu o naturalne i uniwersalne według niego prawa i zasady.
Jedną z takich zasad jest zasad sprawiedliwości. Już u małych dzieci możemy obserwować występowanie tej jakby wrodzonej zasady. Oczywiście obserwujemy różnice w definiowaniu sprawiedliwości natomiast sama świadomość istnienia tej zasady wydaje się uniwersalna.
Kolejna zasada jest zasada godności ludzkiej, która swoje odzwierciedlenie znajduje w konstytucjach wielu krajów. Kolejna to zasada potencjału mówiąca o tym, ze ciągle jesteśmy w fazie rozwoju, wzrostu, wykorzystywania swojego potencjału. Z tą zasadą nierozerwalnie związane są zasada cierpliwości, pielęgnowania i zachęty.
Już od samego początku możemy zauważyć, że Covey do zmiany i efektywności podchodzi o znacznie głębiej niż wiele książek poradnikowych. Tu zmiana dotyczy głębokiej refleksji nad sobą i swoim życiem i dzięki temu może być trwała. To sukces oparty na głębokiej zmianie i pracy.
Na blogu znajdziesz krótki opis wszystkich nawyków – zapraszam do lektury bloga i oczywiście książki
Słowo od zawsze było i nadal jest jednym z moich podstawowych narzędzie pracy.
Każda podróż to unikalna historia, na którą składają się opowieści ludzi, miejsca i suma przeżyć jakich doświadczamy w drodze. Każdego roku współtworzę i jestem bohaterem nowych niepowtarzalnych historii.
Lubię opowiadać o swojej podróżniczej pasji, górach, przygodzie odkrywania nowych miejsc i tego jaki ma to wpływ na mnie i mój sposób definiowania otaczającej rzeczywistości.
Odwiedzam miejsca znane jak również te jeszcze nie w pełni odkryte lub już zapomniane 🙂 Odkrywam górski świat, który wciąż zgodnie ze słowami F.Florence: „Stanowi jedną z najpiękniejszych ucieczek od nieszczęść naszego współczesnego świata”
Jeżeli organizujesz imprezę integracyjną w swojej firmie lub organizacji, przygotowujesz wydarzenie podróżnicze, chcesz mnie zaprosić na prelekcję na festiwalu podróżniczym, w domu kultury, szkole, kawiarni lub innym miejscu, skontaktuj się ze mną (dane kontaktowe tutaj)
Chętnie wezmę udział w panelu dyskusyjnym, rozmowie radiowej, wywiadzie czy innej aktywności związanej z górami i podróżami. Masz inny pomysł na współpracę? Numer telefonu i adres mailowy już znasz