Home Moje wypiętrzone marzenia

Moje wypiętrzone marzenia

dodał damian

Moje wypiętrzone marzenia

O górach, podróżach i potrzebie podążania własną drogą.

Są marzenia, które pojawiają się nagle, zaprzątają głowę przez kilka dni, a później znikają równie niespodziewanie, jak się pojawiły. Są też takie, które dojrzewają latami. Początkowo niepozorne, z czasem zaczynają zajmować coraz więcej miejsca w naszym życiu, aż w końcu stają się jego nieodłączną częścią. Niektóre wyrastają na tyle wysoko, że trudno je objąć wzrokiem. Moje mają dodatkowo tę osobliwość, że zazwyczaj są zbudowane ze skał, lodu i całkiem pokaźnej ilości metrów nad poziomem morza.

Nazywam je wypiętrzonymi marzeniami.

Nie dlatego, że wszystkie są wielkie, niezwykłe czy szczególnie imponujące. Raczej dlatego, że przez lata wyrastały jedne
z drugich, zmieniały kształty, czasem znikały za horyzontem, by po jakimś czasie ponownie upomnieć się o uwagę. I dlatego, że prowadząc mnie w coraz odleglejsze góry, pozwalały jednocześnie odkrywać coś znacznie bliższego – własne potrzeby, możliwości, ograniczenia i sposób patrzenia na świat.

Wszystko zaczęło się całkiem zwyczajnie

Gdybym miał wskazać początek tej historii, wróciłbym do 2000 roku i pierwszej „wyprawy” na Radziejową w Beskidzie Sądeckim. Wsiadłem na rower, wybrałem się w góry i rozpocząłem przygodę, której rozmiarów nie byłem wówczas w stanie przewidzieć. Nie towarzyszyła temu żadna wielka życiowa deklaracja. Nie planowałem wypraw na odległe kontynenty ani budowania wokół gór własnej filozofii. Chciałem po prostu ruszyć przed siebie, zobaczyć coś nowego i przeżyć przygodę.

Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że był to początek układanki, której kolejne elementy odnajduję do dziś.

Pojawiła się Korona Gór Polski, później następne szczyty, pasma i górskie korony. Z czasem przestała wystarczać sama bliskość gór. Coraz bardziej interesowały mnie miejsca odległe, inne kultury, nowe doświadczenia i wyzwania wymagające dłuższego przygotowania.

W mojej górskiej historii znalazły się między innymi Kilimandżaro, Ararat, Pico de Orizaba czy Ojos del Salado. Zmieniały się krajobrazy, wysokości, warunki i skala przedsięwzięć. Nie zmieniała się natomiast potrzeba, która towarzyszyła mi od początku: ciekawość tego, co znajduje się za kolejnym grzbietem.

Co ciekawe, im dalej docierałem, tym wyraźniej dostrzegałem, że sama wysokość góry nie jest najważniejsza. Niektóre stosunkowo niewielkie szczyty pozostawiły po sobie wspomnienia silniejsze niż wyprawy, których przygotowanie zajmowało wiele miesięcy. Być może dlatego, że doświadczeń nie mierzy się wysokościomierzem. Chociaż przyznaję, że lubię na niego od czasu do czasu zerknąć.

Góry jako przestrzeń wolności

Wolność należy do tych pojęć, które brzmią niezwykle atrakcyjnie, dopóki nie zaczniemy zastanawiać się nad ich znaczeniem. Łatwo powiedzieć, że w górach człowiek jest wolny. Trudniej odpowiedzieć, od czego właściwie miałby być wolny.

Od codziennych obowiązków? Od oczekiwań innych ludzi? Od własnych przyzwyczajeń? A może od konieczności nieustannego dopasowywania się do świata, którego przecież sami nie stworzyliśmy?

Jako psycholog patrzę na wolność przede wszystkim przez pryzmat autonomii, świadomych wyborów i odpowiedzialności. Nie utożsamiam jej z całkowitą niezależnością. Wolność nie polega na życiu bez ograniczeń, lecz na rozpoznawaniu własnych możliwości i podejmowaniu decyzji z uwzględnieniem rzeczywistości, w której funkcjonujemy.

Góry są pod tym względem niezwykle interesującą przestrzenią. Można samodzielnie wybrać cel, trasę i tempo. Można zaplanować wyprawę na drugi koniec świata, przygotowywać się przez wiele miesięcy, zgromadzić potrzebną wiedzę
i wyposażenie. A później wystarczy kilka godzin niekorzystnej pogody, aby cały misterny plan stracił aktualność.

Natura nie negocjuje. Nie interesują jej nasze ambicje, poniesione koszty ani liczba dni urlopu, które udało się z trudem wygospodarować. I choć bywa to frustrujące, właśnie w takich okolicznościach najciekawiej ujawnia się znaczenie autonomii. Możliwość decydowania o sobie obejmuje przecież również prawo do zmiany decyzji.

To jedna z ważniejszych rzeczy, których uczę się podczas swoich podróży.

Marzenia potrzebują planu. Plan potrzebuje elastyczności

Mam słabość do górskich koron, zestawień i długoterminowych przedsięwzięć. Lubię wiedzieć, dokąd zmierzam, ile już przeszedłem i co jeszcze pozostaje przede mną. W moich planach znalazły się między innymi Wulkaniczna Korona Ziemi, najwybitniejsze szczyty Polski, Europy i świata (MDW) oraz Wielka Korona Tatr.

Takie projekty mają w sobie coś niezwykle pociągającego. Pozwalają połączyć pojedyncze podróże w większą całość, uporządkować zamierzenia i nadać działaniom kierunek. Są też doskonałym pretekstem, by zainteresować się miejscami, których być może nigdy nie brałbym pod uwagę.

Jednocześnie wieloletnie cele uczą pokory wobec czasu. To, co wydawało się istotne pięć lat temu, niekoniecznie musi zachowywać taką samą wartość dzisiaj. Zmieniają się okoliczności, możliwości finansowe, zdrowie, zobowiązania, relacje
z bliskimi i nasze własne potrzeby. Zmienia się również człowiek, który kiedyś wyznaczył sobie cel.

Dlatego nie traktuję swoich projektów jak zobowiązań, których należy bezwzględnie dotrzymać. Wolę myśleć o nich jako
o kierunkach, które świadomie wybieram i do których mam prawo wracać z nowymi pytaniami.

Konsekwencja jest wartością, ale nie powinna oznaczać przymusu trwania przy decyzjach, które przestały nam odpowiadać.

Być może największym wyzwaniem w realizowaniu długoterminowych marzeń nie jest wytrwałość, lecz umiejętność rozpoznania, kiedy warto nadal podążać wybraną drogą, a kiedy rozsądniej poszukać innej.

Nie każda wyprawa kończy się na szczycie

W górskich opowieściach istnieje pewna skłonność do eksponowania sukcesów. Zdobyty wierzchołek, uśmiechnięte zdjęcie, kilka zdań o trudnościach i satysfakcji. Całkiem zrozumiałe. Sam również lubię takie chwile. Trudno zresztą oczekiwać, aby człowiek po wielu godzinach wysiłku, stojąc wreszcie na wymarzonym szczycie, nie poczuł odrobiny zadowolenia.

Ale historia wyprawy nie zaczyna się na wierzchołku i nie zawsze tam się kończy.

Są przecież nieudane próby, wycofania, zmiany planów, błędy w ocenie sytuacji i decyzje, które dopiero z perspektywy czasu okazują się szczególnie ważne. Bywają powroty w te same miejsca, kiedy jesteśmy już lepiej przygotowani albo zwyczajnie mądrzejsi o wcześniejsze doświadczenia.

Tak było również w moich górskich historiach. Zła Kolata, zimowe Rysy czy tatrzańskie przedsięwzięcia przypominają mi, że relacja pomiędzy ambicją, kompetencją i ryzykiem wcale nie jest oczywista.

Z psychologicznego punktu widzenia interesuje mnie zwłaszcza moment, w którym człowiek zaczyna utożsamiać realizację celu z własną wartością. Wówczas zawrócenie może wydawać się porażką, nawet jeśli jest najbardziej racjonalnym rozwiązaniem.

A przecież odpowiedzialność za własne decyzje nie oznacza obowiązku osiągnięcia sukcesu za wszelką cenę.

Nie twierdzę, że zawsze podejmowałem najlepsze decyzje. Wprost przeciwnie. Niektóre z moich doświadczeń są szczególnie wartościowe właśnie dlatego, że pokazują błędy, niekonsekwencje i ograniczenia mojego sposobu myślenia. Zresztą psycholog też pozostaje człowiekiem, a wiedza o mechanizmach podejmowania decyzji nie zapewnia odporności na ich działanie.

Psychologia, która towarzyszy mi w drodze

Nie każda wyprawa musi prowadzić do psychologicznej refleksji. Czasami góry są po prostu górami. Miejscem pięknym, wymagającym, pozwalającym odpocząć od codzienności i doświadczyć świata w sposób, który zwyczajnie sprawia przyjemność.

Nie odczuwam potrzeby dopisywania do każdego kilometra szlaku głębszego znaczenia.

Jednocześnie trudno mi całkowicie oddzielić górskie doświadczenia od zawodowych zainteresowań. Psychologia towarzyszy mi także poza gabinetem i salą szkoleniową. Dostrzegam ją w decyzjach podejmowanych pod presją, w motywacji do kontynuowania wysiłku, w sposobach radzenia sobie z niepewnością i w relacjach z ludźmi spotykanymi podczas podróży.

Szczególnie interesuje mnie psychologia wolności – zagadnienia autonomii, motywacji, odpowiedzialności, ryzyka
i wpływu systemów społecznych na indywidualne wybory.

W górach wiele z tych zagadnień staje się bardzo konkretnych. Podejmowanie decyzji przestaje być abstrakcyjnym procesem, gdy jego konsekwencje mogą oznaczać konieczność zmiany trasy, rezygnację z celu albo uzależnienie dalszej drogi od pomocy innych ludzi. Samodzielność spotyka się z potrzebą współpracy, ambicja z oceną kompetencji, a pragnienie wolności z ograniczeniami, których nie sposób ignorować.

Dlatego obok klasycznych relacji z wypraw pojawiają się tutaj również eseje psychologiczne. Nie są to gotowe recepty na życie ani próby dowodzenia, że zdobywanie szczytów czyni człowieka lepszym. To raczej zaproszenie do wspólnego zastanowienia się nad pytaniami, które towarzyszą nam także daleko od gór.

Dlaczego wybieramy określone cele? Jak odróżnić własne potrzeby od oczekiwań otoczenia? Kiedy wytrwałość staje się uporem? Co sprawia, że jedni ludzie poszukują ryzyka, a inni wolą go unikać? I wreszcie – w jaki sposób budować życie, które pozostaje nasze, choć nieustannie splata się z życiem innych?

Marzenia nie muszą mieć wysokości sześciu tysięcy metrów

Moje wypiętrzone marzenia mają najczęściej swoje miejsce na mapie. Można przypisać im współrzędne geograficzne, wysokość i mniej lub bardziej realistyczny termin realizacji. Nie oznacza to jednak, że właśnie takie marzenia są szczególnie wartościowe.

Dla kogoś równie ważnym celem może być odbudowanie relacji, zmiana zawodowa, odzyskanie samodzielności, znalezienie odwagi do podjęcia decyzji albo nauczenie się życia w większej zgodzie ze sobą. Z perspektywy psychologicznej nie ma jednej uniwersalnej miary znaczenia osobistych celów.

Istotne jest raczej to, czy potrafimy rozpoznać, czego naprawdę pragniemy, jakie znaczenie nadajemy swoim wyborom i jaką cenę jesteśmy gotowi za nie zapłacić.

Być może dlatego górskie marzenia pozostają dla mnie tak ważne. Nie są ucieczką od codziennego życia, ale jego częścią. Wymagają pogodzenia pasji z pracą, relacjami, zobowiązaniami i ograniczonymi zasobami. Uczą cierpliwości, planowania i rezygnowania z niektórych możliwości po to, aby zrealizować inne.

Bo wolność to nie tylko możliwość powiedzenia „chcę”. To również gotowość do przyjęcia konsekwencji własnego „wybieram”.

Zapraszam do moich wypiętrzonych marzeń

Ta strona jest początkiem opowieści, której zakończenia jeszcze nie znam. I bardzo dobrze. Nie chciałbym przecież zbyt wcześnie dowiedzieć się, co znajduje się za ostatnim grzbietem.

Znajdziesz tutaj historie z gór i podróży, relacje z wypraw udanych i nieudanych, opisy miejsc odległych i zupełnie bliskich, wieloletnie projekty oraz psychologiczne refleksje inspirowane doświadczeniami z drogi.

Jeśli interesują Cię same góry – zapraszam. Jeśli bardziej ciekawi Cię człowiek, jego wybory, motywacja i poszukiwanie własnego miejsca w świecie – również powinieneś znaleźć tutaj coś dla siebie.

A jeśli uda mi się przy okazji zachęcić Cię do realizacji choćby jednego własnego marzenia, uznam to za całkiem przyjemny skutek uboczny mojej pisaniny.

Nie musisz zaczynać od wysokich gór. Ja zacząłem od Łabowskiej Hali

I nadal jestem w drodze.

Damian Gurba

Psycholog | Trener | Prelegent

Psycholog z wypiętrzonymi marzeniami

Wybierz kierunek dalszej podróży